Thule InLock, ciąg dalszy – czy tak wygląda przyszłość miejskich sakw rowerowych?

recenzje

Rower już dawno przestał być wyłącznie sprzętem rekreacyjnym. Dla wielu osób stał się podstawowym środkiem transportu w mieście, co bardzo widać w Krakowie w ostatnim czasie. Do pracy, na spotkanie, po zakupy, na trening, a czasem nawet w podróż. Problem pozostaje jednak ten sam: jak wygodnie przewozić codzienny bagaż?

Przez lata dominowały klasyczne sakwy z hakami montowanymi bezpośrednio do torby. Dobrze sprawdzały się na rowerze, ale po zdjęciu z bagażnika często przypominały bardziej element wyposażenia wyprawowego niż codzienną torbę czy plecak. Thule postanowiło podejść do tego problemu inaczej, tworząc system InLock oraz rodzinę kompatybilnych produktów z serii Shield i Chasm.

Jednym z najbardziej interesujących (dla mnie) produktów w tej kolekcji jest Thule Shield Backpack InLock 23l – plecak, który błyskawicznie zamienia się w sakwę rowerową. Czekałem na egzemplarz testowy i doczekać się nie mogłem. Torba Thule Chasm sprawuje się fajnie, jednak jestem bardziej „plecakowy”.

InLock – prosty pomysł, który zmienia bardzo wiele

Największą innowacją nie jest sam plecak, ale sposób jego montażu. Tak jak wspominałem wcześniej przy okazji recenzji torby. W klasycznych sakwach cały mechanizm mocowania znajduje się na torbie. Oznacza to wystające haki, sztywne elementy i konieczność pogodzenia funkcji torby z funkcją mocowania do roweru. System InLock działa inaczej. Na bagażniku montowany jest specjalny panel, a torba lub plecak wsuwają się w niego i zatrzaskują jednym ruchem. Aby zdjąć bagaż, wystarczy pociągnąć za pasek zwalniający. Całość zajmuje dosłownie kilka sekund. Dzięki takiej konstrukcji sam plecak pozostaje wolny od twardych elementów montażowych. To pozornie drobna zmiana, ale wystarczy wziąć produkt do ręki, aby zrozumieć różnicę. Zamiast sakwy udającej plecak otrzymujemy pełnoprawny plecak, który dodatkowo potrafi jeździć na rowerze. Dużą zaletą jest również uniwersalność systemu. Ten sam panel można wykorzystywać z różnymi torbami z rodziny InLock, zmieniając je zależnie od potrzeb danego dnia. 

Pierwsze wrażenie – bardziej miejski plecak niż sakwa

Już po wyjęciu z opakowania widać, że projektanci nie chcieli stworzyć kolejnej technicznej sakwy. Thule Shield wygląda jak nowoczesny plecak miejski. Prosta forma, stonowana stylistyka i brak widocznych elementów mocujących sprawiają, że równie dobrze odnajdzie się w biurze lub kawiarni. Pojemność 23 litrów wydaje się dobrze dobranym kompromisem. To wystarczająco dużo miejsca na codzienne wyposażenie, ale nie na tyle dużo, aby plecak sprawiał wrażenie przesadnie dużego podczas noszenia poza rowerem. 

W środku znalazła się wyściełana przegroda na laptop, dzięki czemu Shield od początku projektowany był z myślą o osobach dojeżdżających do pracy czy na uczelnię. Na zewnątrz jedna zapianana na uszczleniony ekspress kieszeń i koniec. Żadnych przegródek, kieszonek, siateczek – minimalizm na zewnątrz i wewnątrz. Przyznam, że w pierwszym odruchu byłem troszkę rozczarowany i pomyślałem że dodatkowe 2-3 kieszonki by się przydały. Po miesiącu używania przyznałem Thule rację. Minimalizm tu się bardzo dobrze sprawdza. Między innymi przez brak dodtaków Thule Shield jest bardzo lekka. Chcesz kieszonek, Thule ma w ofercie plecako-sakwe Paramount Hybrid – też mam i używam. Jednak Shiled jest wygodniejszy jeżeli mam do zabrania tylko komputer i notes.

Komfort poza rowerem

To właśnie tutaj widać największą przewagę nowego rozwiązania. W tradycyjnych sakwach konwertowanych na plecak często można odczuć obecność systemu mocowania. Haki potrafią zahaczać o ubranie, usztywniać konstrukcję lub po prostu przeszkadzać podczas noszenia.

W przypadku Shielda takich problemów praktycznie nie ma. Producent zastosował konstrukcję pozbawioną metalowych elementów na tylnej części plecaka jak w całym systemie InLock, a szelki można schować do dedykowanej kieszeni podczas jazdy. Po zdjęciu z bagażnika otrzymujemy wygodny plecak do codziennego użytkowania. To rozwiązanie szczególnie docenią osoby, które często przemieszczają się pomiędzy rowerem, komunikacją miejską i biurem.

Wodoodporność, czyli coś więcej niż marketing

Polska pogoda potrafi zaskoczyć nawet podczas krótkiego dojazdu do pracy. Dlatego jednym z kluczowych parametrów tego modelu jest odporność na wodę.Thule Shield oferuje ochronę na poziomie IPX4. Producent zastosował zgrzewane szwy, wodoodporne materiały oraz uszczelnione zamki błyskawiczne. W praktyce oznacza to skuteczną ochronę laptopa, dokumentów czy elektroniki przed deszczem i bryzgami wody spod kół. Przetetsowałem podczas ostatnich burz w Krakowie. Zawartość sucha, czego nie można było powidzieć np o moich butach. Przydatnym dodatkiem jest także zewnętrzna kieszeń odporna na wodę, która pozwala szybko sięgnąć po telefon, portfel czy klucze bez konieczności otwierania głównej komory. 

Cicha jazda ma znaczenie

To aspekt, na który rzadko zwraca się uwagę podczas zakupu sakwy. Wielu rowerzystów zna charakterystyczne stukanie i drgania pojawiające się podczas jazdy po nierównościach. Thule podkreśla, że miękkie połączenie systemu InLock zostało zaprojektowane tak, aby ograniczyć hałas i ruch torby na bagażniku. 

W teorii brzmi jak drobny detal. W codziennym użytkowaniu okazuje się jednak jedną z tych cech, które szybko zaczynamy doceniać i których później brakuje w innych rozwiązaniach.

Siła systemu – nie tylko jeden plecak

Kupując Shielda, w rzeczywistości kupujemy dostęp do całego ekosystemu produktów.Jednym z ciekawszych elementów jest Thule Chasm Cargo Bin 25L – składana torba transportowa przeznaczona do przewożenia większych zakupów czy codziennego ładunku. To produkt stworzony bardziej z myślą o funkcjonalności niż elegancji, ale właśnie dzięki temu może zastąpić klasyczny koszyk rowerowy. Też mam na testach I obciążona truskawkami oraz innym dobrem sprawuje się świetnia, a opcja spłaszczenia kiedy jej nie używamy jest bardzo wygodna. Mam podobne rozwiązanie tylko sztywne i jego szerokość była jedną wadą. Thule rozwiązało ten problem.

Jeszcze ciekawiej prezentuje się Thule Chasm Cooler 21L, czyli torba termoizolacyjna. Jej izolacja pozwala utrzymywać lód nawet do 36 godzin, a szczelne wnętrze zabezpiecza przed wyciekami. To rozwiązanie, które może zainteresować zarówno osoby robiące większe zakupy spożywcze, jak i rodziny planujące letnie pikniki. Na razie były jedne testy i zasypana lekko lodem orz z dodatkiem wkładu chłodzącego trzyma chłód na całodniowej wyciecze.

Właśnie w tym tkwi największa siła InLock. Jednego dnia korzystamy z plecaka do pracy, drugiego z pojemnej torby zakupowej, a trzeciego z torby chłodzącej na weekendowy wyjazd. Wszystko wykorzystuje ten sam panel zamontowany na rowerze.

Czy warto?

Thule Shield 23L z systemem InLock sprawia wrażenie produktu stworzonego przez ludzi, którzy faktycznie używają roweru w codziennym życiu. Nie próbuje być ekstremalną sakwą wyprawową ani ultralekkim plecakiem sportowym. Zamiast tego skupia się na potrzebach miejskiego użytkownika. Wygodny system montażu, brak wystających haków, wysoka wodoodporność, miejsce na laptop i możliwość korzystania z całego ekosystemu akcesoriów sprawiają, że jest to jedno z najciekawszych rozwiązań dla osób regularnie przemieszczających się po mieście na dwóch kółkach. Największą zaletą nie jest nawet sam plecak, ale filozofia stojąca za systemem InLock. To rozwiązanie, które pozwala dopasować bagaż do aktualnych potrzeb, zamiast za każdym razem dostosowywać się do ograniczeń jednej torby. A właśnie taka elastyczność jest dziś jedną z najbardziej pożądanych cech miejskiego sprzętu rowerowego. Brakuje mi tylko w systemie torby/plecaka na sprzęt fotograficzny. Hej Thule słyszycie!